Teraz już wiem; kiedyś najgorsze były wieczory. Dziś najgorsze są poranki. Kolejny raz budzę się w oszałamiającej ciszy. I dopóki ktoś mnie z niej nie wybawia, tkwię w niej najmocniej. Jak maleńka, skulona dziewczynka w głebi, ktora nawet wzrokiem ledwie sięga ujścia głebokiej studni ciszy.
Nie wiem tylko co jest prawdą? Czucie wieczorne, czy czucie poranne. Czy może nie ma prawdy i wszystko jest dozwolone?
…
wszystko jest tylko moją winą.
od początku do końca.
ta wersja duzo bardziej do mnie przemawia..
Tysiąc miejsc.
:)
na zawsze. na zawsze!
no, przecież błagam! <3 w całej tej burzy, we wszystkim i w niczym.. dziś. One. i już. i już.
Szukam w myśli elastycznego, podatnego na formowanie materiału. Jest plastelina. Są kolory, widzisz? Daję ją chłopcu, proszę - “ulep dom”. Ochoczo rozciera w rączkach barwne kawałki masy. Trwa to zaledwie chwilę, choć wydawać by się mogło, że potrzeba na to i skupienia i wysiłku. Skończone. Widzę grymas, chyba jednak potrzeba skupienia i wysiłku jest słuszna - na szczęście chłopiec sam wysnuwa taki wniosek, zachęcam go tylko - “śmiało, popraw”. Kolory nieco się już zmieszały, trochę zabrudziły swą szczerość i intensywność. To nic! Może to właśnie odda w efekcie uroczy pośpiech i pierwszą ekscytacje autora. Druga próba trwa zdecydowanie dłużej. Plastelina jest już trochę za bardzo rozciągnięta, ciężko się klei. Bardziej ciągnie i niełatwo połączyć z sobą elementy. Jest efekt, ale nadal średnio zadowalający. Poradziłam - “odłóż, zaczekaj, pomyśl”. Trzecia próba, po odpoczynku zarówno autora jak i materiału, podjęta została starannie i spokojnie. Masa też wydawała się być bardziej skupiona. Jednak ciągle nie to. Z każdym kolejnym pomysłem kolory mieszały się coraz bardziej tracąc sens. Z pasteli i neonów powstały szarości i plamy. Konsystencja, mimo swej oczekiwanej elastyczności i podatności, przy ciągłym poprawianiu również zgubiła treść. Chłopiec załamał rączki i zapytał - “dlaczego to się nie udaję?” Spojrzałam na jego zawiedzioną, umazaną szczątkami plasteliny buzię, potem na bezbarwną masę, która leżąc na stole - nawet w oczach najznakomitszego abstrakcjonisty - nie mogła przypominać domu. “Wydaje mi się, że ludzie mają skłonność do zaprzepaszczania szans. Za to nie mają zdolności do korzystania z nawet najbardziej elastycznych i podatnych materiałów, które wpadają w ręce, żeby ułatwić im życie. Jeśli w porę nie zauważysz, że może być łatwo, jeśli tylko dobrze wszystkim rozporządzisz, będziesz mógł już tylko naprawiać swoje błędy i pracować na zmęczonym, coraz mniej barwnym i podatnym gruncie. Od Ciebie zależy teraz czy chcesz zamieszkać w domu, który nie przypomina domu. Czy chcesz umieścić masę w pudełku na pamiątki, żeby zachować tę lekcję i zacząć budowę z nowych materiałów.”
…
to ma teraz sens.
Krople deszczu imają się ust pragnących - nie doczekawszy spotkania obracają się w duszne powietrze.